10 marca- Dzień Mężczyzny. Nie zapomnij! Zrób (sobie) prezent!

Od 1999 roku 10 marca jest świętowany jako Dzień Mężczyzny. Kobiety wywalczyły dzień który stał się okazją do manifestowania poglądów oraz świętowania. Czemu by płeć przeciwna nie mogła dla równowagi mieć swojego dnia. My nadal cieszymy się tym goździkiem czy innym zwiastunem wiosny, rajstopami 😉 lub ich następcą.

Mamy okazję odwdzięczyć się za pamięć czy niepamięć. Jest okazja, przyda się upominek. Święto wprowadzone niejako dla równowagi to może i prezent pozwalający osiągnąć zen w domu? Nie, kadzidełka nie działają.

Wkurza Cię chaos zastajesz na kanapie kiedy chcesz zwyczajnie usiąść po ciężkim dniu? Standardowo minimum dwa piloty, jakiś telefon, czasem długopis… Idąc    z postępem klawiatura bezprzewodowa, pad… Wystarczy tego zła! To w końcu miejsce stworzone dla relaksu.

Wykorzystaj okazję i zrób (sobie) mu prezent! Spokój jaki zagwarantuje będzie uwieńczeniem marcowych świąt (i wcale nie pachnie tu sprytem, spiskiem, przebiegłością). Proponuję źródło zgody: organizer na kanapę lub fotel. Kiedy przestrzeń pozioma nie może już podołać naszym rozrywkom i zainteresowaniem wkroczmy w przestrzeń pionową! Tak! To jest pusta kanapa która na Was czeka

Kieszonki dostosuj do wielkości sprzętów które muszą ukryć. Jeżeli pilot zaginie w ich przestrzeni to nikt z tego korzystał nie będzie. Użyty materiał nie musi być specjalnie zakupiony. Możesz użyć resztek. Jeżeli masz małe kawałki (choćby stare dżinsy) możesz stworzyć patchwork. Jeśli o czymś zapomnisz lub do lasu pilotów dołączy kolejny to kieszonkę możesz doszyć.

Pamiętaj o grawitacji. Z reguły nie trzeba materiału specjalnie obciążać ale najcięższe sprzęty warto umieścić w środkowej części organizera. Użyty materiał nie musi być podszyty rzepą czy w jakikolwiek sposób przypięty do kanapy. Wystarczy aby nie był szczególnie śliski a zostanie na swoim miejscu. Jeżeli nie cieszy Cię widok organizera w reprezentacyjnym miejscu to umieść go od strony ściany czy w mniej widocznym miejscu. Z czasem na pamięć znamy rozkład kiesoznek i sięgamy po nie bezwzrokowo

Prezent możesz spersonalizować doszywając, haftując lub naprasowując ozdoby czy napisy. Ja tego nie zrobiłam bo wolę minimalizm.

To do igieł kobiety pracujące!

Easter coming

Nie lubię powtarzalności w dekoracjach i smakach (no chyba że tych babcinych). Dlatego w tym roku metoda może już znana ale nie w postaci jajka. A nawet jajca bo rozmiary spore.

W odsłonie nieco wiosennych kolorów.

Kiedyś koszyczkową klasyką były czerwienie, zielenie, żółcie. Dzisiaj stają się nią upragnione szarości i biele.

Miłośnicy trzech kolorów też coś dostaną.

Najszczęśliwszych świąt.

 

Ostatnie kroki- wieńce na drzwi. Najwyższy czas by pomysleć o pierogach a nie o igłach, wstążkach i td.

Wiankiem na drzwi witamy gości a wraz z nimi świateczną atmosferę. Jak narazie razem z chaosem, bieganiną i godzinami na nogach w kuchni. Za kilka dni za to dumni z wypieków, szcześliwi bo z rodziną i zrelaksowani będziemy podziwiali to nad czym pracowaliśmy przez ostatni czas.

 

Dekoracje znalazły już swoich właścicieli  i swoje miejesca w domach.

Było tego trochę ale takich rzeczy jak butów i torebek- nigdy nie za wiele.

O jednym jeszcze nie możemy zapomnieć. O życzeniach!

Zatem wszystkim Wam życzę wesołych, ciepłych i rodzinnych Świąt. Poświęćcie ten czas swoim bliskim i pokażcie im jak bardzo są dla Was ważni. Zapomnijcie o dietach a już na pewno o pracy. Cieszcie się jak dzieci i ni stresujcie rozlanym barszczem 😉 .

 

 

Skąd to świąteczne pierniczenie?

W większości domów dorośli i dzieci kuszą się na pieczenie aromatycznych, rozgrzewających i słodkich pierniczków. Dla dzieci (tych dużych też) ekstra zabawa w wykrawaniu, lukrowaniu i w jedzeniu. Dla dorosłych sam zapach to błogie przeżycie a często wspomnienie z dzieciństwa. Na tej fascynacji korzysta rynek oferując mieszanki przypraw, ozdoby, gotowe lukry i foremki.

Dlaczego to wszystko z takiego właśnie ciasta? Czemu te mmm ciasteczka nazywają się piernikami? Nazwa pochodzi od słowa ” pierny” co oznacza pikantny, mocno przyprawiony pieprzem. Aktualnie nie jest ono używane ale spotyka się jeszcze w dialektach. W czasach kiedy powstała ta nazwa pieprz był jedną z luksusowych bo drogich, egzotycznych przypraw. Podobnie trudno było zdobyć bakalie i korzenne przyprawy. W piernikach stosowano anyż, cynamon, lawendę (!), migdały, gałkę muszkatułową, imbir i kardamon.

Pierniki podawano z reguły z mocnymi trunkami do których pasował korzenny posmak. Razcyli się nimi ludzie bogaci, często podczas uroczystości.

Wbrew skojarzeniom które na myśl o piernikach przywołują miasto Toruń pierwszy cech „piernikarzy” powstał w Krakowie. W XVII wieku wypiekano je już w kilku miastach polskich (Szczecin, Kraków, Toruń, Poznań). Z Torunia pochodzi jednak legenda i zapewne to wysławiło wypiekane tam „Katarzynki” oraz umiejcowiło rytuał wypiekania ciasteczek właśnie w wigilię. Rzekomo  na dwa dni przed wigilią Bożego Narodzenia mistrz Bartłomiej, właściciel „Piekarni Toruńskiej”, znalazł w piwnicy beczkę w któej od dłuższego czasu leżakowało ciasto (podobno im starsze tym lepsze, jak wino). Korzenna woń która rozniosła się wokół po otwarciu beczki zadziałała jak narkotyk i otworzyła serce mistrza na biedę dzieci które nie miały szansy spróbować smaku miodu, przypraw               i słodyczy któa jest zawarta w piernikach. Postanowił owo ciasto, które nie wiadomo skąd się tam wzięło,  wypiec w formie prostych ciasteczek o zabawnych formach i rozdać dzieciakom. Pozostawił je na choince stojącej pod pracownią.

Bartłomiej przywitał tłum dzieci pozdrowieniem: „Miejcie serca nad słońce cieplejsze. A święta będą jeszcze piękniejsze” – chóralna radosna odpowiedź przetoczyła się po całej okolicy. Wg legendy takie pozdrowienie było przywoływane od dnia listopadowych imienin Katarzyny aż do ostatniego dnia świąt. Dzieciaki otrzymały dokładnie 611 pierników i po czarce gorącej czekolady. Na szczęście gorzałką nie zostały uraczone! W kolejnych latach Bartłomiej a potem jego nastepcy rozdawali tak samo 611 pierników z ciasta które leżakowało 611 dni.

Tradycja wypieku pierników w imieniny Katarzyny (córka piekarza która przejęła tradycję) jest kontynuowana każdego roku. Od godziny 6.11  zaczyna się wypiek w Piekarni Toruńskiej gdzie powstaje 611 pierniczków które mają być zaś pamiątką dnia św. Mikołaja który to podrzucił Bartłomiejowi pierwszą beczkę tajemniczym z ciastem.

W rzeczywistości ciasto to dotarło do nas z miast hanzeatyckich. Były to kraje bogate, mające kontakt ze światem. Prawdopododnie własciwości konserwujące przypraw korzennych spowodowały to, że właśnie takie ciasto było w stanie dotrzeć tak daleko. Potem dzięki tym własciwościom stały się pożywieniem wojskowym bo w odpowiednich warunkach potrafiły przetrwac kilka miesięcy po wypieku.

Piernik dla ciała i dla ducha.

Bartłomiej doznał objawienia wąchając cudowny aromat. W Polsce sprzedawano pierniki w aptekach jako lekarstwo na wiele chorób: poprawiały apetyt, leczyły żołądek, pomagały w trawieniu. W uwagi na to, że były drogie ich cudownego działania mogli doznać tylko bogaci mieszczanie którzy raczyli się nimi w owych aptekach przepijając czerwonym winem. Dobry zestaw dla zdrowia. Wiele osób wesprze powrót do takiej tradycji.

Dziś po pierniki sięga każdy. Kiedyś był to rytuał królewski. Król Zygmunt Stary w 1520 roku świętował nimi narodziny swojego syna, Zygmunta Augusta.

Nawet tak wrażliwy artysta jak Fryderyk  Chopin  bardziej niż ludźmi i miastem zachwycił się toruńskicmi piernikami: „…Największą impresję (…) pierniki na mnie uczyniły. Widziałem ja, prawda, i całą fortyfikację, (…) prócz tego kościoły gotyckiej budowy (…). Widziałem wieżę pochyłą, ratusz sławny (…). To wszystko nie przechodzi jednak pierników, oj, pierników, jeden z nich posłałem do Warszawy.”

Pierniki zjadane na ślubie były wykonywane z ciasta które własnoręcznie wykonywała Panna Młoda na długo przez weselem. Nie obrażajmy się kiedy ktoś nazwie nas „starym piernikiem” ponieważ im piernk starszy tym cenniejszy  🙂

 

Wiele można by jeszcze pisać o piernikach. Od conajmniej sześciu wieków są obecne w Polsce. Legendy i przypowiastki o nich często nie mają logiki. Jak to w legendach, pewnie jest tam garstka prawdy a reszta to kolorowa okrasa która powoduje, że lubimy je jeszcze bardziej i wierzymy w ich wręcz magiczną moc. Biorąc pod uwagę, że jest to rozgrzewajace ciasto i przynosi radośc warto nim obdarować bliskich. Niech będą symbolem ciepła  i dobra.

 

Przepis na pierniki:

40 mg masła

1 jajko

1,5 szklanki mąki

Przyprawy wg uznania: cynamon, kardamon, imbir, gałka musztatułowa, anyż

0,5 szklanki cukru pudru

0,5 szklanki cukru trzcinowego

2- 3 łyżki miodu

2 łyżeczka miodu

0,5- 1 łyżeczka kakao

Można dodać mielone migdały, orzechy

Składniki łączymy na gładką masę. Ciasto można przechować

w lodówce. Nawet do samego ślubu!

Wałkujemy plastry około 2-3 mm, wycinamy formy, pieczemy około 7 minut.

Lukier:

1, 5 szklanki cukru pudru

1 białko jajka

sok z połowy cytryny

Skłądniki łączymy i miksujemy około 20 minut na gładką masę.

 

 

Mega kule bawełniane

Trend cottonków opanowała już wszystkie sklepy z dekoracjami i markety. Coraz częściej jednak widzę plastikowe kule owinięte syntetyczną nitką. Cena zachęcająca ale rozczarowanie już po pierwszym zaświeceniu. Plastik jest lekko błyszczący, nitka również. W efekcie światło nie jest ciepłe i delikatne.0 Efekt jest wręcz kiczowaty. Dlatego proponuję pozostanie przy bawełnianym kordonku. Tym bardziej, że można spełnić swoje zachcianki zamawiając odpowiednie kolory.

W obliczu świąt moją propozycją są duże kule z bawełnianego kordonka które mogą zastąpić bombki  na choince. Wymagają conajmniej doby czasu na wykonanie ale efekt jest wart poświęcenia czasu.

Pojedyńcza kula ma średnicę około 10- 12 cm.

Po świętach również mogą cieszyć oko.

Szare, srebrne, popielate…

Święta dla tych którzy szaleją z paletą barw, łączą w jednym wiele odcieni (ważne aby był to szary…) i uwielbiają farbę tablicówkę.

A niech to… Święta idą, niech będzie nutka ekstrawagancji. Miłośnicy szarości z tej okazji proszą o dodanie koloru. Alllle szał!

Bombkowy czas.

Jak widać w marketach przygotowania do świąt zaczęły się już na początku listopada. No może nawet końcem października. Prawie dwa miesiące czasu aby zdąrzyć z zakupami 🙂 Może i dobry jest ten pośpiech bo dzięki niemu przypominam sobie, że przyszedł czas aby pokłóć palce szpilkami, pociąć nożyczkami, pokleić kilka niewskazanych rzeczy. Efektem mają być bombki. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Aktualnie wygląda to tak:

Troszę poplątanej bawełny:

Skoro nadal szarość i tablicówka jest wszechotaczająca:

No i wielkie black – red – white:

 

 

Jesień w kolorze śliwki węgierki

 

Jesień to czas kiedy szczególnie brakuje nam przyjemnego światła. Po gorących wakacjach i późnych zachodach słońca nagle aura zabiera nam dostęp do naturalnej witaminki D. Nie ma się jednak nad czym użalać ale umilić sobie ten czas nastrojowym płomieniem świec. I tak przez pół roku 🙂 aż do wiosny.

Czy kolorami jesieni są żółcienie liści, brązy kasztanów i żołędzi? Czy kolor dżdżystego nieba? Zdecydowanie wolimy kojarzyć z tymi ciepleszymi kolorami. Z ostatnimi muśnięciami słońca.

Kolory jeseni to także kolory jej owoców. I tym samym nawiążę dzisiaj do koloru… śliwki węgierki. I w takich barwach otoczkę będzie miało światło które zafunduje sobie i bliskim tej jeseni.

Trochę jesiennej konfiturki śliwkowej w słoikach.

Już Hipokrates w Starożytnym Egipcie pisał o roli swiatła w leczeniu chorób. Może nie do końca o takie światlo mu chodziło ale na pewno nie zaszkodzi, przynajmniej dla zdrowia pscyhicznego. Rekompensujmy sobie chłód i deszcz kliematycznym płomieniem świec.

TOWARZYSTWO DLA ORZECHÓW

PRZEPIS NA MARMOLADĘ Z WĘGIERKI…


Woda, ziemia i niebo w jednym…

 …słoiku.

Ta seria powstała z myślą o zaprzyjaźnionym domu gdzie w salonie zapanował turkus w towarzystwie z brązami, kremami i beżami. Zestaw kolorów jak najbardziej popieram. Do dopełnienia kompozycji, jeżeli wogóle, brakowało tylko czegoś nastrojowego.

Sporo zabawy, trochę cierpliwości i walki z żywiołem. Na szczęście BHP zachowane, bez strat.

W poszukiwaniu kształtu luzem stojących świec skuteczne okazały się proste rozwiązania. Odradzam koszystanie z drogich gotowych form sprzedawanych w sklepach dla plastyków. Tanim i mocno recyklingowym rozwiązaniem okazała się być puszka od piwa! Kształt prosty, surowiec bezpieczny. Po zastygnięciu święce udaje się wydstać bez szwanku. ostatecznie można przecić aluminium. A zawsze to jakiś szczytny cel pozwalający na wypicie napoju.

 

Różne kształty słoików, tak troszkę w stylu boho, powazalają na zabawę formą. Podanie świecy w słoiku jest bardzo praktycznym wyjściem. Zapewnia to bezpieczeństwo, także podczs zalewania świecy. Warto zadbać o to by słój nie był zbyt wąski. Zbyt mała odległość knotu od obrzeża grozi pęknięciem szkła. Dekoracja stołu będzie bezpieczna. Jako świece w ogrodzie również dobrze zafunkcjonują. Płomień będzie bezpieczny, nie będzie gasł. Aby odstraszały komary wystarczy dolać do wosku olejków odstraszających owady.

Gra z kremami. Tak prezentują się świece pod dachem latarni, ich nowym domem.

A co jeszcze pasuje do tej żółtej ściany? Pomyślimy…

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie topimy Marzanny!

W tym roku dla odmiany nie topimy Marzanny.

Przyszła wiosna. Nadchodzą Święta.

 

Zamiast topić Marzannę przetapiamy ziomowe wspomnienia na kolorowe świece.

Już niedługo ze stołu będą mogły wyjść na balkony, tarasy, ogrody. Umieszczone w bezpiecznych słojach lub osłonkach podgrzeją atmosferę i rozświetlą wciąż krótkie wieczory.

Masz stare świece? Nie wyrzucaj. Zaopatrz się w knot, stary słoik albo formę (na przykład w postaci puszki), zaanektuj małe naczynie które posłuży Ci jako zbiorniczek na topiony wosk i działaj!